Witaj ! :)

Lekarz to przede wszystkim istota ludzka. Jego wiedza i umiejętności nie "spadły" z nieba, ale wynikają z uporu i i sporej dawki samozaparcia ;P Prawdziwy lekarz powinien być powiernikiem i przyjacielem swojego pacjenta...

Nie znajdziesz tu typowych porad lekarskich, ani recepty na zdrowie... jednak zostaną tu zawarte prawdziwe myśli, uczucia i spostrzeżenia kogoś, kto pragnie zostawić po sobie trochę lepszy świat:)
Wszelakie informacje oraz imiona ewentualnych osób zostaną "lekko" i umyślnie zmienione dla dobra nas wszystkich:)

poniedziałek, 9 września 2013

"2" czyli niecnierobienie

Ten miesiąc zleciał mi jakoś szybko i baaardzo leniwie. Właściwie oprócz spania, gotowania, jedzenia i oglądania filmów nie zdarzyło się nic ciekawego w moim życiu.  Grypa szalała, a ja siedziałam sobie bezpiecznie na kanapie. W tym roku grzecznie się zaszczepiłam. Jak się potem okazało, w moim szpitalu zdarzyły się 3 potwierdzone przypadki zachorowania na sezonowego wirusa. Sielanka nie trwała długo, bo w 4 tygodniu mojego "nicnierobienia" zachorował mój dziadek, a ponieważ moja mama się nim opiekuje, to zwróciła się do mnie o pomoc w sprawie swojego ojca. Moje zadanie polegało na rozmowie z "kilkoma osobami w białych kitlach", aby pomimo sędziwego wieku i stanu, w żargonie lekarskim "beznadziejnego", przyjęli mojego dziadka na oddział chirurgiczny. Osobiście rozpoznałam u mojego dziadka ostry brzuch, aczkolwiek lekarze za pierwszym razem nie widzieli potrzeby hospitalizacji chorego. Jednak z dnia na dzień stan się pogarszał i dlatego moja rodzicielka zwróciła się o pomoc do mnie. Absurdalnie dostałam L4, aby unikać kontaktu z ludźmi chorymi, zwłaszcza w szpitalach. Szczerze, to z pewną obawą i niechęcią (patrz -grypa) poszłam do szpitala. Medyków przekonało to, że jestem lekarzem, i że rzeczywiście dzieje się z dziadkiem coś złego. Niechętnie jednak, i to bardzo, przyjęli go na oddział (wspominałam wyżej o stanie ogólnym i wieku;/ ). Wzięli go na przeczekanie. W między czasie zdiagnozowali nowotwór jelita grubego (u osób w jego wieku tak naprawdę taki nowotwór może bardzo długo się rozwijać i dlatego człowiek bez leczenia i tak bardzo długo żyje). Dziadek uniknął operacji gdyż po zwykłych kroplówkach wszystko ustąpiło. Pomimo tego, że rozpoznano u niego raka, był w takim złym stanie ogólnym (stan po udarze mózgu, który właściwie wyłączył człowieka z życia codziennego, przykłuwając go do łóżka i uzależniając od opieki ze strony rodziny), że moja mądra koleżanka na szczęście nie zakwalifikowała go do leczenia "chemią". Dlaczego "na szczęście?" Otóż takie leczenie kiepsko przechodzą ludzie w zupełnie dobrym stanie ogólnym, a co dopiero człeki schorowani na inne choróbska. Czasem jest tak, że człowiek dłużej pożyje sobie bez "tych cudownych leków". I tak jest do tej pory z moi dziadkiem. A tymczasem zasiadam przed TV w poszukiwaniu ambitniejszych programów...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Jeśli coś masz ochotę coś wystukać na klawiszach i wyrazić swoje zdanie - do dzieła! :)