Ostatnio usłyszałam od pewnej dobrze znanej mi osoby: "Bonitas! Słuchaj, nie możesz tego zrobić! Jesteś przecież lekarzem!Co ludzie powiedzą?"... Ostatnio dość często napotykam się na takie stwierdzenia, które nie tylko dotyczą mnie, jako indywidualnej osoby -"nie możesz się tak ubierać", "nie możesz pić piwa w knajpie", "nie możesz się z nimi zadawać", "nie możesz, nie możesz, nie możesz, nie powinnaś, bo jesteś..."... i jeszcze raz nie...
Kiedyś pewien młody lekarz będąc na specjalizacji, mieszkający z dwójką małych dzieci i żoną, powiedział mi pewną historię. Otóż, kiedy wyjeżdżał z parkingu po pracy swoim starym, 22-letnim Oplem, pewien starszy pan, a jego pacjent, zaczepił go, pokiwał głową i rzekł: "Oj, Panie Doktorze! To tak nie wypada chyba już Panu jeździć takim gratem do pracy". A ja się pytam - skąd na początku swojej kariery zawodowej ów doktor miał wziąć kasę na lepsze auto, mając na względzie, że i tak sporo już wydawał na utrzymanie domu??? Ponoć zrobiło mu się nagle przykro, ale odpowiedział, że raczej powinien dostać pochwałę, a nie reprymendę, ponieważ po tym, jakie ma auto widać, że uczciwie zarabia w Służbie Zdrowia :D
Czy wcielanie się w dzisiejszych czasach w pewne role społeczne sprawia, że taka sytuacja nagle pozbawia nas prawa do bycia sobą??? Czy to, że jestem lekarzem, prawnikiem, księdzem - oznacza, że jestem teraz kimś zupełnie innym? Przecież przed podjęciem decyzji o zostaniu "kimś takim od" nie wypada"" niejeden z nas był sobą, miał różne pasje, lubił nie raz po prostu wyjść na piwo ze znajomymi i wracać razem z nimi "wesoły" przez miasto (oczywiście z zachowaną dozą kulturalno-moralną), niejeden chodził ubrany w T-Shirt z napisem "Mettalica" - nie robiąc nikomu przez to krzywdy... a może już wtedy nie wypadało robić "takich rzeczy", bo przecież "ludzie mogą wyrobić sobie o nas pewien obraz przez ten czas"??? To, że czasem wyjdę w dresie do sklepu, z nieułożoną fryzurą, że pójdę dobrze się bawić na koncert heavymetalowy drąc się w czasie jego trwania wniebogłosy razem z innymi fanami, że dam na stronę społecznościową swoją fotę z wakacji w stroju kąpielowym na plaży, że będę jeździć 20-letnim autem do pracy (bo wolę np wydać pieniądze na inne wydatki), że nie zmuszę męża gdy gdzieś wychodzimy razem do ubioru garnituru czy innego sztywnego stroju, w którym się nie czuje w ogóle sobą - nie oznacza, że jestem złym lekarzem, księdzem, policjantem itd. !!! Nie piszę tu oczywiście o przypadkach z nutą ewidentnego łamania morali społecznych, prawnych, duchowych i tak dalej...WTEDY dopiero można mi zarzucić, że "nie wypada".
Czy dajmy na to-lekarz, który, z racji swojego zawodu, wyrzecze się nagle na rzecz dobrego wizerunku dotychczasowego życia, które do tej pory dawało mu komfort psychiczny - to będzie oznaczało, że będzie wtedy lepiej leczył swoich pacjentów??? Czy raczej stanie się zgorzkniałym, zawiedzionym i pretensjonalnym usługodawcą bez polotu??? Osobiście uważam, że nie jestem gwiazdą telewizyjną, ani politykiem, aby posiadać konieczność kreowania się na osobę, którą nie jestem!!!
Podziwiam więc księży jeżdżących Harley'ami w skórze na koncerty rockowe, zakonnice buszujące po stronach internetowych, lekarzy-piosenkarzy i prawników z dużą ilością wspaniałych znajomych, z którymi w chwilach wolnych od pracy mogą pójść na browar i dobrze się bawić!
Pozwólcie nam być sobą i przez to dobrze wykonywać swoje powołanie. Dziękuję.
