Grudzień 2012... znowu zapalenie pęcherza... nie przechodzi po "tradycjonaliach" i innych żurawinkach. Chcę sięgnąć po Furagin - ale coś mi podpowiada "Bonitas, kup teścik" - ale co za licho mi to mówi, nie wiem. Kupuję więc od razu 3 sztuki. Jedna kreska-wyraźnie czerwona, druga -ledwo, ledwo ją widać, taki bladoróżowy paseczek, właściwie mógłby być tylko widziany w mojej wyobraźni... "nie możliwe" zagaiłam do siebie, i postanowiłam jednak, ku zdrowemu rozsądkowi, wstrzymać się od specyfików innych niż UROSEPT i nasikać na plastik raz jeszcze za dwa dni. Tym razem druga kreska wyraźniejsza, ale w sumie bez przesady...
O Naszej Dzidzi sugestywnie powiedziałam, a raczej "sprezentowałam" mężowi w Wigilię - teścik ładnie zapakowany, pozostawiony na stole, z napisem "Wesołych Świąt". Tego dnia, z racji, że jestem najmłodszą decyzyjną osobą na oddziale w białym kitlu, kopnął mnie zaszczyt świętowania wśród pacjentów - na szczęście bez nocnego dyżuru. Pacjenci wraz z pielęgniarkami poznali moje dobre serce - ten dzień był dniem wypisów wszystkich leczących się na oddziale - zresztą dla większości z nich i tak prawdopodobnie była to już ostatnia wigilia w życiu, dlatego po wykluczeniu wszelakich zagrożeń dla zdrowia-gorączek, biegunek itd, wszyscy dostali ode mnie wypis, przepisane medykalia i zalecenie "porządnego świętowania" - nikt nie protestował ;). W godzinach południowych pojawili się "po kolędzie" na oddziale dyrektorzy szpitala, aby złożyć mi życzenia - nie powiem, było to miłe. Gdy na oddziale zapanowała głucha cisza, czasem zakłócona gdzieniegdzie chichotem pielęgniarek, wreszcie zebrałam się do domu . Mąż, podobnie jak ja, był w miłym szoku. Mocno mnie przytulił i podziękował za najpiękniejszy prezent w jego życiu. A ja postanowiłam spróbować wyleczyć się tym nieszczęsnym Uroseptem z żurawinką - dałam ostatecznie rady, a posiew wyszedł ujemny:)
O Naszej Dzidzi sugestywnie powiedziałam, a raczej "sprezentowałam" mężowi w Wigilię - teścik ładnie zapakowany, pozostawiony na stole, z napisem "Wesołych Świąt". Tego dnia, z racji, że jestem najmłodszą decyzyjną osobą na oddziale w białym kitlu, kopnął mnie zaszczyt świętowania wśród pacjentów - na szczęście bez nocnego dyżuru. Pacjenci wraz z pielęgniarkami poznali moje dobre serce - ten dzień był dniem wypisów wszystkich leczących się na oddziale - zresztą dla większości z nich i tak prawdopodobnie była to już ostatnia wigilia w życiu, dlatego po wykluczeniu wszelakich zagrożeń dla zdrowia-gorączek, biegunek itd, wszyscy dostali ode mnie wypis, przepisane medykalia i zalecenie "porządnego świętowania" - nikt nie protestował ;). W godzinach południowych pojawili się "po kolędzie" na oddziale dyrektorzy szpitala, aby złożyć mi życzenia - nie powiem, było to miłe. Gdy na oddziale zapanowała głucha cisza, czasem zakłócona gdzieniegdzie chichotem pielęgniarek, wreszcie zebrałam się do domu . Mąż, podobnie jak ja, był w miłym szoku. Mocno mnie przytulił i podziękował za najpiękniejszy prezent w jego życiu. A ja postanowiłam spróbować wyleczyć się tym nieszczęsnym Uroseptem z żurawinką - dałam ostatecznie rady, a posiew wyszedł ujemny:)
![]() |
| "Ściągnięte skądś z neta" |

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Jeśli coś masz ochotę coś wystukać na klawiszach i wyrazić swoje zdanie - do dzieła! :)