" - Naprzeciwko mnie siedzi chory. Chce wiedzieć, czy może umrzeć podczas zabiegu? Powinienem z nim porozmawiać, ale muszę wypełniać papiery - pisze do "Gazety" pulmonolog Szczepan Cofta.
Szczepan Cofta, pulmonolog z 20-letnim stażem, wicedyrektor Szpitala Klinicznego im. Przemienienia Pańskiego przy ul. Długiej w Poznaniu, pracuje też w przyszpitalnej poradni.
Relacjonuje: - Dziś nie było źle, od rana do południa tylko 20 kartek. Ale są dni, kiedy tych kartek jest 100, a czasem więcej. Wypełnianie papierów - do NFZ, resortu zdrowia, lekarzy rodzinnych, specjalistów, konsultantów - zajmuje mi już ponad połowę czasu, jaki spędzam w szpitalu. Mimo że do raportowania do NFZ szpital zatrudnił osiem osób w administracji! Papiery wypełniają lekarze, pielęgniarki, nawet szpitalni farmaceuci. Wszyscy obarczeni jesteśmy "sprawozdawczością". Czarę goryczy przelewa ostatnia ankieta na temat leczenia onkologicznego Ministerstwa Zdrowia. Minister Bartosz Arłukowicz pyta 400 szpitali w Polsce o to, jak leczą raka. Na odpowiedź mamy siedem dni. To jakieś 50 godzin benedyktyńskiej roboty kilkunastu ludzi. Musimy np. szczegółowo zliczyć ilość miligramów użytych leków onkologicznych. Leków jest ponad 100 na liście. Pacjentów - kilka tysięcy. Cel szczytny. Tylko że te wszystkie dane są w raportach, które wysyłamy miesięcznie do NFZ! Po co więc ta ankieta? Jestem zmęczony, zirytowany. Zakwalifikowanie chorego do programu terapeutycznego - czyli leczenia najnowszymi lekami - wymaga wypełnienia kilkustronicowej ankiety. To samo dotyczy transplantacji. Lekarza zalewają tony papierów.
Skąd to szaleństwo? Efekt nieufności
Cofta: - Inny przykład - szpital stara się o zgodę na uruchomienie banku szpiku kostnego. I co? Kilka osób ślęczy nad papierami od przeszło roku, a do końca jeszcze daleko...
Policzyłem, że lekarz w poradni, który przyjmuje dziennie 20 pacjentów, wypełnia od 40 do 100 stron różnych dokumentów. Część niestety wypełnia odręcznie, bo systemy informatyczne w służby zdrowia są w większości niedopracowane.
Proszę sobie wyobrazić - naprzeciwko mnie siedzi chory. Pyta o rokowania, o ryzyko operacji. Czy może umrzeć podczas zabiegu.
Powinien z nim spokojnie rozmawiać, a co robię - ukradkiem zerkam w komputer, bo natychmiast muszę coś wypełnić? Teraz, już, bo taka jest procedura. Czuję się jakbym pracował w okienku na poczcie.
Skąd to szaleństwo? To efekt nieufności. Państwo nie ufa lekarzom.
Dlatego kontakt lekarza z chorym przestaje być ważniejszy niż kontakt z kartką i długopisem.
Pozwólcie lekarzom leczyć
W ubiegłym roku Naczelna Izba Lekarska wystąpiła do Ministerstwa Zdrowia z apelem "Pozwólcie lekarzom leczyć", w którym zwraca uwagę między innymi na "posuniętą do granic absurdu biurokratyzację w służbie zdrowia".
Na stronie Izby zamieszczono Krajowy Indeks Niedorzeczności w Ochronie Zdrowia. Izbę poparło organizacja Pracodawców RP i Ogólnopolskie Stowarzyszenie Szpitali Prywatnych. - Zgłosiliśmy resortowi konkretne poprawki, nie dostaliśmy odpowiedzi - mówi Andrzej Sokołowski, prezes Stowarzyszenia.
Wiosną roku minister zdrowia Bartosz Arłukowicz zapowiadał przegląd i zniesienie niektórych kłopotliwych obowiązków biurokratycznych, które utrudniają pracę szpitali i lekarzy.
Zapytaliśmy dziś resort, co chce zmienić. Nie dostaliśmy odpowiedzi."
tekst zaczerpnięty z : http://poznan.gazeta.pl/poznan/1,36001,12509529,To_szpital_czy_okienko_na_poczcie__Lekarze_tona_w.html
Szczepan Cofta, pulmonolog z 20-letnim stażem, wicedyrektor Szpitala Klinicznego im. Przemienienia Pańskiego przy ul. Długiej w Poznaniu, pracuje też w przyszpitalnej poradni.
Relacjonuje: - Dziś nie było źle, od rana do południa tylko 20 kartek. Ale są dni, kiedy tych kartek jest 100, a czasem więcej. Wypełnianie papierów - do NFZ, resortu zdrowia, lekarzy rodzinnych, specjalistów, konsultantów - zajmuje mi już ponad połowę czasu, jaki spędzam w szpitalu. Mimo że do raportowania do NFZ szpital zatrudnił osiem osób w administracji! Papiery wypełniają lekarze, pielęgniarki, nawet szpitalni farmaceuci. Wszyscy obarczeni jesteśmy "sprawozdawczością". Czarę goryczy przelewa ostatnia ankieta na temat leczenia onkologicznego Ministerstwa Zdrowia. Minister Bartosz Arłukowicz pyta 400 szpitali w Polsce o to, jak leczą raka. Na odpowiedź mamy siedem dni. To jakieś 50 godzin benedyktyńskiej roboty kilkunastu ludzi. Musimy np. szczegółowo zliczyć ilość miligramów użytych leków onkologicznych. Leków jest ponad 100 na liście. Pacjentów - kilka tysięcy. Cel szczytny. Tylko że te wszystkie dane są w raportach, które wysyłamy miesięcznie do NFZ! Po co więc ta ankieta? Jestem zmęczony, zirytowany. Zakwalifikowanie chorego do programu terapeutycznego - czyli leczenia najnowszymi lekami - wymaga wypełnienia kilkustronicowej ankiety. To samo dotyczy transplantacji. Lekarza zalewają tony papierów.
Skąd to szaleństwo? Efekt nieufności
Cofta: - Inny przykład - szpital stara się o zgodę na uruchomienie banku szpiku kostnego. I co? Kilka osób ślęczy nad papierami od przeszło roku, a do końca jeszcze daleko...
Policzyłem, że lekarz w poradni, który przyjmuje dziennie 20 pacjentów, wypełnia od 40 do 100 stron różnych dokumentów. Część niestety wypełnia odręcznie, bo systemy informatyczne w służby zdrowia są w większości niedopracowane.
Proszę sobie wyobrazić - naprzeciwko mnie siedzi chory. Pyta o rokowania, o ryzyko operacji. Czy może umrzeć podczas zabiegu.
Powinien z nim spokojnie rozmawiać, a co robię - ukradkiem zerkam w komputer, bo natychmiast muszę coś wypełnić? Teraz, już, bo taka jest procedura. Czuję się jakbym pracował w okienku na poczcie.
Skąd to szaleństwo? To efekt nieufności. Państwo nie ufa lekarzom.
Dlatego kontakt lekarza z chorym przestaje być ważniejszy niż kontakt z kartką i długopisem.
Pozwólcie lekarzom leczyć
W ubiegłym roku Naczelna Izba Lekarska wystąpiła do Ministerstwa Zdrowia z apelem "Pozwólcie lekarzom leczyć", w którym zwraca uwagę między innymi na "posuniętą do granic absurdu biurokratyzację w służbie zdrowia".
Na stronie Izby zamieszczono Krajowy Indeks Niedorzeczności w Ochronie Zdrowia. Izbę poparło organizacja Pracodawców RP i Ogólnopolskie Stowarzyszenie Szpitali Prywatnych. - Zgłosiliśmy resortowi konkretne poprawki, nie dostaliśmy odpowiedzi - mówi Andrzej Sokołowski, prezes Stowarzyszenia.
Wiosną roku minister zdrowia Bartosz Arłukowicz zapowiadał przegląd i zniesienie niektórych kłopotliwych obowiązków biurokratycznych, które utrudniają pracę szpitali i lekarzy.
Zapytaliśmy dziś resort, co chce zmienić. Nie dostaliśmy odpowiedzi."
tekst zaczerpnięty z : http://poznan.gazeta.pl/poznan/1,36001,12509529,To_szpital_czy_okienko_na_poczcie__Lekarze_tona_w.html
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Jeśli coś masz ochotę coś wystukać na klawiszach i wyrazić swoje zdanie - do dzieła! :)