Witaj ! :)

Lekarz to przede wszystkim istota ludzka. Jego wiedza i umiejętności nie "spadły" z nieba, ale wynikają z uporu i i sporej dawki samozaparcia ;P Prawdziwy lekarz powinien być powiernikiem i przyjacielem swojego pacjenta...

Nie znajdziesz tu typowych porad lekarskich, ani recepty na zdrowie... jednak zostaną tu zawarte prawdziwe myśli, uczucia i spostrzeżenia kogoś, kto pragnie zostawić po sobie trochę lepszy świat:)
Wszelakie informacje oraz imiona ewentualnych osób zostaną "lekko" i umyślnie zmienione dla dobra nas wszystkich:)

środa, 20 lipca 2011

WSTĘPIK

Najtrudniej pewnie zacząć :) Zbieram się do tego "zaczynania" i zbieram...tyle miałam do opisania-a teraz pustka jakaś.To może od początku?
"Dawno, dawno, dawno temu..." kiedy to stwierdziłam ostatecznie, że swój zapał realizacji pomocy innym "człowiekom" zrealizuję przez medycynę, napotkałam osoby, które chciały mnie od tego pomysłu odwieść. Pierwsza osoba - kompletnie mnie nie znała. Powiedzmy, że człowiek ten był znajomym znajomego -zawód: lekarz. Powiedział wówczas do mnie takie zdanie "dziecko! Zapomnij o tych studiach! Tam, żeby się dostać, trzeba mieć kasę, znajomości - bez tego twoja kariera lekarska kompletnie się nie uda!". Druga osoba, także lekarz, tym razem osoba bardzo mi bliska, mając zapewne na względzie to jak dużo trzeba poświęcić, aby studiować, a potem spełniać się zawodowo w tym kierunku, na wieść, że chcę zostać lekarzem, zrobiła minę męczennika i wygłosiła swoje wywody... a ja marzyłam o tym, aby po zakończeniu studiów wyjechać na misję do kraju, gdzie pomoc będzie realna, bezpośrednia... tam, gdzie będę zdana tylko na siebie, a ludzie, którym będę pomagać, będą "ludzcy"... Wtedy nie wahałam się przy wyborze kierunku studiów... z perspektywy 6 lat studiów, przyznaję się do tego, że prawdopodobnie nie wybrałabym drugi raz tego kierunku, a już na pewno nie chciałabym przechodzić przez te studia drugi raz. Poznałam prawdziwych lekarzy "od kuchni", oczekiwania pacjentów, rzeczywiste działanie NFZ, ciągły brak mamony na ratowanie ludzi, dwulicowość systemu, żerowanie firm farmaceutycznych itd itp itd... Jednak nie żałuję swojej decyzji, bo ciągle mam nadzieję, że wszystko się jeszcze zmieni - na lepsze. Bo w tych czasach panuje atmosfera prawdziwej dżungli, walka o byt i wyścig szczurów:( Pacjent schodzi jakoś na plan drugi, a sam czując to, staje się bardzo roszczeniowy, podejrzliwy i nieprzyjemny. MA prawo. Ale ja będę mieć także prawo do szacunku - bo zamierzam wykonywać swój zawód sumiennie i z zaangażowaniem. Boli mnie, że prawdopodobnie stracę ten szacunek przez nieudolność całego systemu... i przez to, że niektórzy ludzie dziwnie pojmują zawód lekarza - mam wrażenie, że oczekują oni cudów, a kiedy one nie przychodzą, szukają winnego - i kto jest najczęściej tym winnym...? Jeden z asystentów opowiadał nam kiedyś o tym, za co został pozwany do sądu. Otóż z racji swojej profesji, wykonał zabieg usunięcia zaćmy pewnemu pacjentowi. Ten posądził go o to , że po operacji źle się czuje, bo zbyt dobrze widzi. Absurd? Takie pozwy zdarzają się na co dzień!
Pomijając absurdy dnia niecodziennego - lekarz nie jest BOGIEM! nie ma nigdy żadnej 100% gwarancji na powodzenie danego leczenia, zabiegu, interwencji! KAŻDY musi liczyć się z niepowodzeniem oddając swoje życie w ręce medyka. A on, korzystając ze swojej wiedzy i doświadczenia musi zrobić wszystko co w jego mocy, aby wszystko się udało. Jednak jest on tylko CZŁOWIEKIEM, i jak każdy człowiek jest omylny! Nie jest robotem, który wiecznie ma dobry humor, dużo siły i energii ! I on - tak jak wszyscy ludzie, może mieć gorszy dzień! Pamiętajmy o tym zanim będziemy narzekać na lekarzy!;) Oczywiście w pełni potępiam niechlujstwo, niedbałość i nieuczciwość innych lekarzy. To jasne, że takie osoby powinny ponieść konsekwencje swojego zachowania!

Zdałam za pierwszym podejściem. Moi rodzice nie pochodzą ze światka medycyny, a kasy nie starczyłoby na żadne łapówki (które zresztą szczególnie potępiam) - więc nie mogło być mowy o żadnych "dojściach". Przez studia (a raczej szkółkę, bo ze studiowaniem nie miało to nic wspólnego) przeszłam bez większych problemów, tzn nie miałam żadnych drugich terminów, powtórek, a nawet więcej - przez parę lat miałam nawet stypendium naukowe. Uczyłam się dużo - nie było innego wyjścia - za powtarzanie roku musiałabym zapłacić w zależności od przedmiotu od paru do parunastu tysięcy zł na rok. Wiedziałam, że taka ewentualna sprawa zakończyłaby moje studiowanie, a tego nie było w moich planach. Nie było lekko. Ale o tym napiszę później.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Jeśli coś masz ochotę coś wystukać na klawiszach i wyrazić swoje zdanie - do dzieła! :)